Lornetka Olgi Tokarczuk
Andrzej Zawada

Powieści i opowiadania Olgi Tokarczuk tworzą we współczesnej polskiej literaturze osobne i coraz bardziej intrygujące zjawisko. W prozie tej autorki zachodzi, zawsze w literaturze pożądany, ale nie zawsze jednakowo pomyślny, proces opisywania ludzkiego życia w ten sposób, że jednocześnie utrwala się jego współczesny, a więc niepowtarzalny kształt, poprzez który prześwituje nieostry kontur uniwersalnej, a zatem powtarzalnej, ponadczasowej ludzkiej świadomości.

Świadomość to jednak nie jest właściwe określenie przedmiotu prozy pisanej przez Olgę Tokarczuk. Lepiej byłoby powiedzieć, że właściwym tematem prozy tej autorki jest dusza. Ale od prawie stu lat w mówieniu o literaturze nie używa się tego słowa. Na początku XX wieku wyszło ono z obiegu, może dlatego, że w tym czasie filozofia i medycyna zgodnie, choć niezależnie od siebie, doszły do przekonania, że duszy nie da się ani zlokalizować, ani zdefiniować. Na domiar złego śmiertelne milczenie setek tysięcy trupów zaściełających pola bitewne I wojny światowej miało być w tej kwestii rozstrzygającym głosem. Ludzkość nie ważyłaby się na taką zbrodnię, gdyby miała jeszcze duszę.

Jeżeli zatem nie dusza, to może psychika człowieka jest prawdziwym przedmiotem poznania w prozie Olgi Tokarczuk? W powieści zatytułowanej E.E., opublikowanej po raz pierwszy w 1995 roku, natrafimy na znamienną rozmowę, jaką prowadzą profesor Vogel, psychoanalityk, doktor Lowe, praktykujący lekarz i Artur Schatzmann, młody neurolog, zajmujący się fizjologią mózgu. Mówi profesor Vogel:

"Ten świat staje się światem zwyczajnym, powszednim, który potrafimy zrozumieć i przez to nad nim zapanować. Tamten - jest daleki, trudny do pojęcia, antyintelektualny; jego wpływy są potężne i nieprzewidywalne. Jest pierwotny w stosunku do "tego" świata, jest naszą kolebką i naszą przyszłością. W tym sensie jest światem realnym, ten zaś, w którym żyjemy na co dzień, wydaje się przemijającą dekoracją, poczekalnią. [...]

-Wkroczyłeś w obszar religii, teologii, metafizyki czy czego tam jeszcze­- powiedział doktor Lowe.
- To jest psychologia. My nie badamy świata, ale to, jak człowiek ten świat postrzega. Rzeczywistość psychiczną." (1995, s. 88-89)

Psychologia jest więc dziedziną wiedzy, która wyznaczyła sobie za zadanie poznawać tę rzeczywistość psychiczną oraz opracowywać sposoby łagodzenia defektów tej rzeczywistości. Literaturze przyświeca cel podobny, ale w istocie mniej pragmatyczny. Pragnie ona rzeczywistość psychiczną opisać, a poprzez opis poznać.

Powieść pod intrygującym tytułem E.E. jest drugą z kolei książką Olgi Tokarczuk. Wydarzenia wykreowane w tej powieści rozgrywają się w mieście Breslau, na początku XX wieku, przed wybuchem I wojny światowej. Główną bohaterką jest Erna Eltzner - stąd inicjały; pod nimi jest zapisana w notesie analizującego jej przypadek lekarza. Piętnastoletnia Erna staje się obiektem sensacyjnego zainteresowania rodziny i jej przyjaciół, reprezentujących środowisko uczonych medyków, kiedy ujawniają się nagle jej właściwości mediumiczne, pozwalające kontaktować się z duchami umarłych. Zdolności te zresztą równie szybko zanikają, nie pozostawiając po sobie nawet śladu w pamięci bohaterki. Najważniejszym tematem powieści pt. EE wydaje się więc być tajemnica jednostkowej osobowości, która jest funkcją materii i zarazem dziełem niematerialnego świata idei.

Wcześniejszym literackim wariantem tego zagadnienia była debiutancka powieść Autorki, zatytułowana Podróż ludzi Księgi (1993). W narracji wystylizowanej na powiastkę filozoficzną w duchu epoki oświecenia śledzimy wyprawę małej grupy przyjaciół, których prowadzi idea odnalezienia Początku. Symbolem tego początku ma być Księga, ukryta przed ludzkością w niedostępnym miejscu. Taka wyprawa udać się nie może, dla poszczególnych poszukiwaczy przewidziana jest tylko jedna możliwość: tragiczny koniec. Jednak Księga zostaje odnaleziona, jej fizyczne istnienie potwierdzone - tyle że wobec świadka najmniej zdolnego docenić znaczenie tego istnienia. W debiutanckim utworze Olgi Tokarczuk obracamy się zatem w świecie snu i przypowieści, uwodzeni przez półprzejrzystą zasłonę słów, podobnie jak postacie tej książki uwodzone i zwodzone są przez własne, a zarazem uniwersalne marzenia.

Uniwersalne korzenie indywidualnych marzeń i wyobrażeń odsłaniane są w każdej książce napisanej przez Olgę Tokarczuk. Różne są natomiast razem realia. Dawna, umownie szkicowana Francja z Podróży ludzi Księgi ustępuje w E.E. miejsca topografii miasta Breslau, przedstawianej - dla odmiany - z dbałością o detale. Z kolei trzecia powieść Laureatki zaprasza czytelnika do wiejskiej okolicy usytuowanej w centralnej, czy - biorąc pod uwagę proporcje współczesnej mapy nawet wschodniej Polski. Ta powieść otrzymała tytuł Prawiek i inne czasy (1996). Gra znaczeń sugerowana przez ten tytuł zaprasza do widzenia względności czasu i umowności miejsca. Prawiek to miejscowość, w której żyją bohaterowie utworu, ale przecież w polskim języku prawiek oznacza czas przedhistoryczny, mityczny. A zatem powieściowy świat należy do mitu i do historii jednocześnie. A ponieważ tak pełne istnienie nie jest już możliwe, mikrokosmos Prawieku, będący na początku jedynym uniwersalnym porządkiem, rozpada się.

Życie bohaterów tej powieści rozciąga się na kilka pokoleń i na większą część XX wieku. Historia polityczna - wojny, zmiany przynależności państwowej, ewolucja cywilizacyjna - dotyka Prawieku w sposób nieuchronny. Zarazem przeobrażenia te docierają do świadomości bohaterów książki fragmentarycznie, wyrywkowo, nieobiektywnie, tak, jak w powszednim jednostkowym doświadczeniu zjawia się nam historia. Jako niezrozumiała, niezależna od nas i przeważnie destrukcyjna siła. Prawiek i inne czasy to kompozycja powieściowa ułożona z serii przeplatających się, ułamkowych portretów poszczególnych mieszkańców, zatem fabuła, będąca w istocie opowiadaniem kilku powieściowych biografii, jest plecionką szeregu epizodów. Łączą się one w obraz egzystencji, która nie jest w stanie ogarnąć sensu tego, co się z nią dzieje.

W swojej prozie Olga Tokarczuk podsuwa nam widok świata oglądany przez lornetkę. Jest to stary, niejako naturalny sposób postępowania literatury, która bez manipulacji optycznych nie byłaby sztuką, lecz co najwyżej dokumentacją. Od dawna mówi się o literaturze jako o zwierciadle - przechadzającym się po gościńcu- ale w istocie jest to cały gabinet luster i przyrządów optycznych. Do elementarnych w tym arsenale należą szkło powiększające, mikroskop i lornetka.

Tej ostatniej Olga Tokarczuk używa na dwa sposoby. W pierwszej powieści, w Podróży ludzi Księgi, pisarka zastosowała przede wszystkim optykę lornetki odwróconej. Bohaterowie zostali oddaleni na odległość dawniejszych stuleci, a więc uproszczeni do swych podstawowych dążeń. Wysnuł się z tego chwytu nastrój nostalgicznego tragizmu, jak w teatrze lalek, kiedy najsilniejsze ludzkie emocje otrzymują ciało drewniano-szmacianych kukiełek. W powieści E.E. lornetka nakierowana została w bliższą już przeszłość, a polu widzenia pojawiło się - tym razem w powiększeniu - kilka miesięcy z życia pewnej rodziny. Podobnie w Prawieku, gdzie lornetka wydobyła mikroświat jednej wioski i powiększyła go do rozmiarów pełnej egzystencji.

Lornetka Olgi Tokarczuk nie tylko oddala i przybliża, jak każde zwykłe urządzenie tego rodzaju, ale także przenika przez zasłony kolejnych warstw czasu. Pięknym przykładem takiego postępowania jest dobrze już czytelnikom znana powieść pt. Dom dzienny, dom nocny (1998). Każda z postaci tego dzieła ma swój indywidualny zegar, odmierzający czas jego własnej, odrębnej egzystencji. Czasy te momentami stykają się ze sobą, nakładają się harmonijnie, lub - przeciwnie ­następuje ich kolizja, by, w dalszym ciągu, rozejść się i płynąć osobnymi korytami. Osobne zegary istnieją dla czasu dnia i dla czasu nocy, dla życia praktycznego i życia myśli. Do natury tych ostatnich należy swobodne przekraczanie granic, przenikanie podziałów na "dziś" i "wczoraj", na "moje" i "twoje", na "materialne" i "duchowe", "racjonalne" i "nieracjonalne". W swojej istocie Dom dzienny, dom nocny jest spokojną pochwałą harmonii istnienia.

Poszukiwanie tej harmonii nie oznacza naiwnej idealizacji. W powieści Dom dzienny, dom nocny, podobnie zresztą jak w Prawieku. czy w E.E., a także w urodziwych opowiadaniach ze zbioru pt. Gra na wielu bębenkach (2002), nie brakuje tragiczności i bólu, a śmierć należy stałych mieszkańców codzienności. Ale właśnie perspektywa tragizmu, jako bezwyjątkowego prawa życia, staje się fundamentem równowagi i źródłem sensu.

Takiemu postępowaniu pisarskiemu Olgi Tokarczuk możemy przyjrzeć się na przykład śledząc opowieść o Kummernis, umieszczoną w Domu dziennym, domu nocnym. Ten artystycznie pociągający wątek narracyjny, którego podstawę stanowi specyficzna lokalna legenda śląska, pochodząca z obszaru historycznego Hrabstwa Kłodzkiego, jest opowieścią o bolesnej, śmiertelnej niezgodzie na własny los. Spleciony z fikcyjnym wątkiem mnicha, spisującego ten apokryficzny żywot nie kanonizowanej "świętej", wątek ten staje się również przypowieścią o uniwersalnym przesłaniu. A umieszczony w powieści o nowoczesnej, "otwartej" kompozycji, ignoruje przestarzałe rygory formalne i zarazem niweluje umowność podziału czasu na historyczny i współczesny.

Śląski wątek Kummernis, mający tak zasadnicze znaczenie dla najbardziej znanej powieści Olgi Tokarczuk, oznacza coś jeszcze. Wspólnie z krajobrazem dawnego Breslau, zrekonstruowanym w powieści pt. E.E., razem z opowiadaniami Bardo. Szopka czy Zdobycie Jerozolimy. Raten 1675, układa się w stopniowo rozbudowywaną opowieść o tajemniczej duszy miejsca. W powieści EE. przedmiotem poznania stała się dojrzewająca osobowość młodej dziewczyny. Jednak w tle pojawiła się silnie wyczuwalna, intrygująca i jakby trochę też niepokojąca atmosfera stolicy Śląska. W późniejszych książkach Laureatki osobowość miejsca, złożona i tajemnicza osobowość Dolnego Śląska, jest już stale obecną, mocną kanwą tematyczną.

Głęboko ukryty fundament prozy Olgi Tokarczuk tworzy przeświadczenie, nieobce również czytelnikom tej twórczości, że rok 1945 stał się w historii Dolnego Śląska przełomem poważniejszym od wszystkich poprzednich zmian przynależności państwowej. Wymieniono bowiem nie tylko administrację, wojsko, policję, walutę, przepisy podatkowe i prawo, ale również język i tych, którzy nim mówią. Dolny Śląsk w swojej skomplikowanej postaci, utworzonej przez ponad tysiąclecie historii, przestał istnieć. Została po nim pogruchotana forma.

Pogruchotana, ale czy pusta?

W tę poważnie uszkodzoną formę wlała się z kolei ludzka treść wyjęta równie bezwzględnie z innej formy.
Można powiedzieć, że w wymienionych tu przed chwilą utworach pisarka, dzisiejsza Laureatka, zgłębia fascynującą niepowtarzalność swojej "małej ojczyzny". Można też powiedzieć, bardziej rzeczowo, że w tle tej prozy notowany jest proces ponownego kształtowania się regionu. Autorka widzi go jako proces tworzenia się nowej społeczności i cywilizacji, wchłaniającej składniki opuszczonej formy. W procesie tym dokonuje się zarazem przekształcanie i odnawianie tej dawnej formy przyniesionymi tu wartościami. Ale też ma miejsce oddziaływanie odwrotne: opuszczona forma nie jest martwa i także przekształca, formuje swoją nową "zawartość".

Fundamentalnemu pytaniu o znaczenie egzystencji towarzyszy w prozie Olgi Tokaczuk pytanie o znaczenia, jakie ma do przekazania miejsce, w którym dokonuje się ta egzystencja i które ją wypełnia sobą. W prozie tej powstaje pytanie o to, czym jest Dolny Śląsk dzisiaj? Po ponad pięćdziesięciu latach zrastania się tych nowych treści narodowo-cywilizacyjnych ze starą, wykształconą przez stulecia formą. Pytanie o to, ile dostrzegliśmy z dawnego Śląska, ile z niego zrozumieliśmy, a ile zaprzepaściliśmy. Ja on przekształcił nas i jak jeszcze przekształci. Czym, a może raczej kim jest ta ziemia, która stale mówi do nas językiem krajobrazu, architektury, starych inskrypcji, starannie rysowanych map i zapomnianych w bibliotekach książek?

W prozie Olgi Tokarczuk wyraziście wyczuwalna jest aura śląskiej prowincji, materialnego i duchowego krajobrazu pamiętającego skomplikowane dzieje polsko-czesko-niemieckiego współżycia. Duch śląskiego uniwersalizmu, który wytworzył się tu w wyniku dramatycznej, ale i pouczającej historii, przenika tę prozę i przesądza o jej sensach artystycznych i filozoficznych. Przez lokalność prześwituje tutaj to, co ogólnoludzkie. Ogromna poczytność książek Laureatki świadczy o tym, że nas, czytelników, to pasjonuje, że właśnie tego istotnego związku, związku niepowtarzalności z powszechnym, szukamy. W życiu i w literaturze.

    Andrzej Zawada

    Dębniki, 31 marca 2003