Hit O takich książkach jak "Ostatnie historie" mówi się: dojrzałe. Nie tylko dlatego, że bohaterowie są niemłodzi. Jest w sposobie narracji znak na wskroś widzenia, akceptacja bezhepiendowia życia jako jego cechy immanentnej. Inni czasem to pokazują, wesoło bawiąc, ale Tokarczuk się nie sili, jej pigułka nie jest powlekana lukrem na gładkie przełykanie. Jest o cierpieniu nie jako wielkim halo. Samotność i zawsze bliskość śmierci są takie oczywiste i zwyczajne. Powracający opis agonii starej suki naładowany empatią bez egzaltacji. Staruszka myjąca zwiotczałe przyrodzenie. Rodząca w kulminacji doznaje obrazu: cały szkielet świata składa się z dużych i małych śmierci. Tak są zbudowane najmniejsze momenty: bezwładne bryły czasu, które lecą na oślep i niszczą wszystko na swojej drodze. Śmiercionośna lawina, która dzień po dniu zamienia wszystkie istoty w kaleki. Ta upiorna melancholia to roztwór, w którym snuje się fabuła. W lakierowanych magazynach dla kobiet o tym nie ma i nie będzie. WYSOKIE OBCASY nr 41 dodatek do Gazety Wyborczej nr 244, wydanie waw z dnia 16/10/2004 , str. 6 |